Demokratyczna Kampucza Czerwonych Khmerów — część III

Zapraszam na ostatnią część mo­jego ar­ty­kułu hi­sto­rycz­nego ­pre­zen­to­wa­nego na ła­mach re­JE­Stra­tora. Część trzecia nosi tytuł: „Odwiedziny delegatów Towarzystwa Przyjaźni Szwedzko- Kampuczańskiej”.

Franciszek Bizot jest francuskim antropologiem, który przebywał w Kambodży w latach 70tych. Spędził jakiś czas w więzieniu Czerwonych Khmerów, gdzie spotkał Ducha, który w przyszłości będzie naczelnikiem więzienia S- 21. Przebywał później, w roku 1975, w ambasadzie francuskiej w Phnom Penh w czasie jej ewakuacji. Swoje kontakty z Czerwonymi Khmerami opisał w książce Brama. Peter Idling pisze, że w jego książce: wszyscy uśmiechali się tak samo. Jakimś zmanieryzowanym uśmiechem, jakby kopiowali kogoś innego. Kogoś ważniejszego, w kraju, gdzie wszyscy mieli być jednakowo ważni.

W poprzednich dwóch częściach zaakcentowałem, że Czerwoni Khmerzy byli chronieni przez Chiny i USA. Jednak nie są to jedyni ich obrońcy. Do tej pory wstawiają się za nimi dziennikarze, naukowcy, i inni inteligenci na całym świecie. Jest to problem, który dotyczy nie tylko Kambodży, ale również Chin, Wietnamu, ZSRR i innych państw komunistycznych, podczas gdy nie spotyka się takiej fali obrońców nazistów.

Sierpień 1978 roku. Peter Fröberg Idling miał kilka latek. W latach 70tych cała Szwecja się kotłowała demonstracjami antyamerykańskimi. Wszyscy Szwedzi popierali Wietnamczyków w ich walce z agresorem. Występowali przeciwko bezlitosnemu bombardowaniu Kambodży. Oburzał nie tylko sam fakt bombardowań, ale cyniczny sposób, w jaki to Amerykanie robili. Najpierw mianowicie twierdzili, że bombardują Kambodżę przez przypadek, bo piloci się mylili i dlatego atakowali cele w Kambodży. Kiedy bombardowania były tak intensywne, że nie dało się ich w powyższy sposób tłumaczyć, Kissinger mówił, że bombowce atakują wietnamskich partyzantów ukrytych w Kambodży, a nie Kambodżan. Może i tak było, ale cechą bombardowań jest olbrzymi zasięg rażenia, przez co zawsze ginie duża liczba cywilów- tak, jak było w Kambodży. Dziwi mnie, że taki kraj jak Szwecja, który w przeszłości prowadził agresywną politykę, teraz krytykuje USA. A może to wynika z tego, że zazdrośni Szwedzi już nie mieli możliwości iść śladami Gustawa Adolfa, czy Karola XII? Szwecja to również kraj posiadający długą tradycję chłopską. To właśnie rewolta chłopów szwedzkich wyzwoliła w XV wieku kraj spod władzy duńskiej. Pod tym względem historia Szwecji jest podobna do historii Kambodży i Czerwonych Khmerów. Do kolejnego komunistycznego raju przybyło czworo Szwedów: Hedda Ekerwald, Gunnar Bergström, Marita Wikander i wspomniany Jan Myrdal. Ich opiekunami byli Ok Sakun, Song Sikoeun i Sok Rim. Niewielu miało do tamtej pory okazję odwiedzić Demokratyczną Kampuczę i chyba rację ma Idling, że zaproszenie od Pol Pota połechtało próżność Szwedów, co miało wpływ na ich ocenę. Cała czwórka  od lat poświęcała temu krajowi i ruchowi lewicowemu dużo czasu. Kampucza była krajem zniszczonym przez wojnę: W dzienniku podróży Hedda Ekerwald pisze, że łzy stanęły jej w oczach, bo krajobraz był cały usiany lejami po bombach. Przybyli do kraju w którym wówczas panowali okrutni i fanatyczni Czerwoni Khmerzy. Jednak wtedy takie były tylko plotki, które pochodziły od uciekinierów z Kampuczy. Oficjalnie Czerwoni Khmerzy uchodzili jako ruch komunistyczny, który uwolnił kraj od skorumpowanego, nieudolnego rządu i uratował Kambodżę przed Wietnamczykami i Amerykanami. W grudniu 1978 roku granicę przekroczą wojska wietnamskie i zbrodnie Pol Pota wyjdą na jaw. Idlinga bardzo zdziwiło, kiedy oglądał film dokumentalny Myrdala o Demokratycznej Kampuczy wyemitowany w kwietniu 1979 roku, czyli po upadku Czerwonych Khmerów. Na filmie widać uśmiechniętych, wesołych ludzi, dźwigających mnóstwo jedzenia. Powinny dziwić kłamliwe komentarze Myrdala pod niebiosa wychwalające sprawiedliwość i dobrobyt jakie panowały w Kampuczy: Mieszkańcom miast, którzy wcześniej mieli wille ze służbą, to pożywienie pewnie wydaje się dosyć skromne. Ale kooperatywa gwarantuje jedzenie dla wszystkich. W 1999 roku na łamach pisma Folket i Bild/Kulturfront Myrdal tłumaczył, że Amerykanie chcieli Kambodżę zagłodzić. Ponieważ ryż nie rósł na asfalcie trzeba było jego zdaniem wszystkich mieszkańców zagonić do pracy na ryżowisku. Działania Czerwonych Khmerów porównał do drastycznych środków, jakie władze sowieckie musiały podjąć w czasie oblężenia Leningradu. Twierdził, że w roku 1978 nie widział w Kampuczy masowych mordów ani głodu. Stwierdził, że głód mógł panować wcześniej, ale do 1978 roku komunistom widocznie udało się go zażegnać. We wrześniu 1979 roku Myrdal będzie znów goszczony przez Czerwonych Khmerów w ich bazach w dżungli. Kiedy nie było możliwe ukrycie ich zbrodni Myrdal zaniżał liczbę ofiar Czerwonych Khmerów twierdząc również, że do okrucieństwa zostali oni zmuszeni przez trudną sytuację Kambodży. W tym tonie pisało o Demokratycznej Kampuczy wielu autorów. Myrdal jest jedynym członkiem delegacji, który nie ma sobie niczego do zarzucenia.

Idling zainteresował się samą podróżą:

Dwutygodniowy korytarz z uśmiechów i dobrze odżywionych ludzi. Zrelaksowanych, nieskrępowanych strachem ludzi. Jak to się stało, że w tej maszynerii ani razu nic się nie zacięło? No właśnie. A może ta podróż nie została tak dobrze zorganizowana przez Czerwonych Khmerów, tylko Szwedzi widzieli to, co chcieli widzieć?

Marita Wikander napisała w swoim reportażu pt. Raport z zamkniętego kraju (Aftonbladet, 15.09.1978):

Panuje niezmącony spokój, ale świat dociera do nas przez fale eteru. W „Voice of America” (senator) McGovern żąda międzynarodowej akcji militarnej, która ma uwolnić cierpiący naród Kampuczy spod władzy reżimu ludobójców. Na innych falach anglojęzyczne audycje Radia Moskwa donoszą o rewolcie na dużych obszarach Kampuczy

Zdumiona rozglądam się dookoła. Czy rzeczywiście mówią o tym kraju?

Kiedy Szwedzi przybyli do Kampuczy znane były doniesienia o prawdziwym obliczu tego państwa. Pierwsze relacje o ich zbrodniach pochodziły od uchodźców i zostały opublikowane przez Johna Barrona i Antoniego Paula w pracy pt. Murder of a Gentile Land jak również przez władającego językiem khmerskim, francuskiego misjonarza Francois Ponchaud’a w książce pt. L’annee zero. Te prace zostały opublikowane przed przyjazdem Szwedów. Powstała w tym czasie jeszcze trzecia praca pt. Cambodia: Starvation and Revolution pióra Garetha Portera i George’a Hildebranda. Ta trzecia książka przedstawiała Czerwonych Khmerów zupełnie inaczej niż dwie poprzednie, a opierała się na tendencyjnych źródłach rządowych pochodzących z Kampuczy. Mimo to znany językoznawca Noam Chomsky i Edward Herman uznali w artykule pt. Przeinaczenia z czwartej ręki, że ta ostatnia pozycja, wydana przez kręgi marskistowskie, jest bardziej wiarygodna. W prasie na całym świecie inteligencja prowadziła kampanię wychwalającą działalność Czerwonych Khmerów.

Hedda Ekerwald prowadziła dziennik. Widać zdjęcia z opuszczonego miasta Kompong Cham. Na zdjęciach kilka uśmiechniętych nastolatek. Następnie miasto Kompong Thom. Na zdjęciu jest tama, wybudowana w czasach komunistów. Obecnie na jednej z belek jest namalowana czaszka. Idling wspomina: Pytam kilkoro bawiących się tam dzieci, co oznacza ten obrazek. Zbierają się zaciekawione, wokół mnie. Ale nie, nie wiedzą. Jedna z dziewczynek mówi „duch”, nie bardzo wiadomo do kogo. Pytam ją, co ma na myśli. Odwraca głowę zawstydzona. Po Kompong Thom miasteczko Skuon, w 1978 roku spustoszone. Zwiedzano różne miejsca pracy jak budowę „Tamy imienia Szóstego Stycznia”. Ekerwald wspomina: Czuję nagle, że chciałabym tu zostać i pracować razem z nimi. Zwiedzali hodowlę krokodyli w Siem Reap. Delegacja została również przyjęta przez Pol Pota przy suto zastawionym stole. Jak widać uraczono Szwedów, którzy spędzili miło czas, kłamliwym przedstawieniem.

Osobą, która kierowała w Kambodży podróżą Szwedów był Ok Sakun. Jak się okazało bardzo tajemnicza postać. Przez wiele lat wysyłali sobie z Heddą Ekerwald życzenia bożonarodzeniowe, ale kontakt się urwał. Nikt o nim nic nie wiedział. Inny opiekun Sok Rim został aresztowany i zgładzony w więzieniu S- 21. Aresztowanie przeprowadzono w maju 1978 roku, czyli przed wizytą Szwedów. Czyli prawdopodobnie został zwolniony z więzienia na czas tej podróży. Istotnym jest, że nie było po nim tego widać, co przeżył w tym słynnym więzieniu i co mu grozi. Chyba, że to był sobowtór Sok Rima.

Mężem jednej z członkiń delegacji- Marity Wikander- był  Kambodżanin Someth, który zostanie zwabiony do Kambodży i słuch o nim zaginie. Mikander przyjechała do Kampuczy pod warunkiem nie zadawania pytań na temat męża, który jakoby nie miał czasu się spotkać z żoną. Teraz wiemy, że zginął.

Gunnar Bergström był przewodniczącym Towarzystwa Przyjaźni Szwedzko- Kampuczańskiej. Przyznaje, że od początku wiedział, że ogląda wsie potiomkinowskie. Przede wszystkim odmówiono im spotkania się z mężem Marity Wikander Somethem, z księciem Sihanoukiem i żoną Pol Pota Khieu Ponnary, która w państwie Khmerów popadła w obłęd. Poza tym kiedy Marita Wikander i Hedda Ekerwald chciały zwiedzić opustoszone Phnom Penh zawróciły je służby bezpieczeństwa. Na trasie widzieli wprawdzie uśmiechniętych ludzi, ale brakowało mieszkańców miast, co wzbudziło podejrzenia Bergströma. Teraz wiadomo, że większość zginęła, a reszta wiodła życie w ukryciu udając chłopów (jak rodzina Pol Pota). Bergström nie ukrywa, że się tego domyślał. Rzucały się również w oczy agresywne słowa padające z ust Pol Pota i innych komunistów w stylu występu Khieu Samphana w Warszawie. Szwedzi sądzili, że to kwestia kulturalna i językowa. Mimo tych wątpliwości delegacja nie znalazła w Kampuczy niczego podejrzanego. W Kampuczy Bergström sobie tłumaczył, że nie istnieje coś takiego jak idealna rewolucja. Po przeanalizowaniu sytuacji już po powrocie do Szwecji zaczął się coraz bardziej zrażać nie tylko do Demokratycznej Kampuczy, ale do hipokryzji całego ruchu lewicowego. Zarzucił mu, że ukrywa błędy jakie popełniał od czasów Rewolucji Francuskiej, co uniemożliwia ewentualne korekty:

Już nigdy więcej nie zaakceptuję takich wyjątków od zasady wolności słowa i druku. Od praw i wolności obywatelskich, gdzieś od marksizmu do Lenina, już tam są wbudowane jakieś błędy, bo każdy kraj się wykoleił. Inna rzecz, że nie wszyscy poszli aż tak daleko, ale tak czy inaczej każdy kraj się wyłożył i jakieś wnioski przecież należy wyciągnąć. 

Dalej wyznaje, że żałuje odpuszczenia komunistom sprawy męża Marity Wikander. Wyraża również skruchę:

Co się stało, to się nie odstanie. Nie da się tego odwrócić. A jednocześnie jasne, że człowiek opowiedział się po niewłaściwej stronie. I w zasadzie przyczynił się, choćby bardzo pośrednio do ludobójstwa.

Islandzki noblista Hallor Laxness podróżował do Związku Sowieckiego w czasach Stalina. Co ukazuje Idling napisał w książce pt. Czas pieśni: Wielu bało się także- a sam byłem jednym z nich- że jeśli zacznie się głośno mówić o niewątpliwej nędzy socjalizmu u Stalina- w samej „ojczyźnie proletariatu”- to zaszkodzi się postępom socjalizmu w ogóle. Szwedzi pewnie też stanęli przed podobnym dylematem. Nie chcieli przyznać, że oddając socjalizmowi wiele lat swojego życia, zmarnowali czas na zbrodniczą utopię.     Wadą ruchu socjalistycznego jest jego całkowicie teoretyczny charakter. Socjaliści krytykują świat i zapewniają, że potrafią zbudować lepszy. W komunizmie ma nie być niesprawiedliwości, wojen, cierpienia, przestępców. Jednak pomysły ruchu lewicowego były wdrażane w życie i sprawdzone w praktyce tylko w krajach komunistycznych, takich jak Demokratyczna Kampucza. Dlatego jak napisał Laxness inteligencja, która jak już kiedyś wspomniałem stworzyła komunizm, ma skłonności do idealizowania i kłamliwego przedstawiania prawdziwego oblicza takich krajów jak państwo Czerwonych Khmerów. Komuniści walczą z religią, z arystokracją i biznesmenami, czyli z konkurentami inteligencji w walce o władzę. Jak do tej pory, co zaakcentował Bergström, nigdzie nie udało się stworzyć komunizmu- lewicowego Nowego Jeruzalem.

Kambodżanie robią wrażenie dumnych z Czerwonych Khmerów. W restauracji w Siem Reap ściana jest udekorowana deską klozetową Pol Pota.

Kambodża próbuje zarabiać na tym co fascynuje turystów. S- 21 jest dzisiaj muzeum, a masowe groby w Choeung Ek to cel pielgrzymki dla wszystkich odwiedzających Phnom Penh. O rzut kamieniem od S- 21 stworzono knajpkę, gdzie można zjeść wodnistą zupę ryżową, podaną przez kelnera w mundurze Czerwonego Khmera.

Może dlatego o komunistach wyrażają się z reguły bardzo pozytywnie. Mają tylko dwa zarzuty: głód i ich zbrodnie, za które pośrednio odpowiada wojna, która nawiedziła ten kraj. Kambodżanie pozwolili dojść do władzy takim ludziom jak Pol Pot m. in. dlatego, ponieważ nie mieli innego wyjścia i dali się omamić populistycznym obietnicom stworzenia państwa idealnego.

Idling uważa, że świat stał się czarno- biały: albo idziemy drogą Jana Myrdala i jesteśmy kłamliwymi socjalistami, albo przeciwnie- udajemy, że chęć walki z ułomnościami świata, która charakteryzuje komunistów, jest niepotrzebna. To był główny temat poruszony przez Petera Idlinga w jego znakomitym reportażu Uśmiech Pol Pota (o pewnej szwedzkiej podróży przez Kambodżę Czerwonych Khmerów), który przedstawiłem. Opisując egzotyczną dla nas Kambodżę poruszył problemy dotyczące również naszego kraju. Podpisujemy się pod poniższą opinią:

„Uśmiech Pol Pota” to subtelna i mimo swej tematyki niemal piękna książka, stawiająca niezwykle ważne pytanie: Jak chronić się przed politycznymi marzycielami i fanatykami, tak by nie zniszczyć jednocześnie możliwości stworzenia lepszego świata? Żyjemy w czasach, w których nie wszystkim idealistom udaje się odróżnić totalitaryzm od ruchów demokratycznych. „Uśmiech Pol Pota” to książka, która zwraca się do jednych i do drugich.

Komentarze: