Związki partnerskie – mój punkt widzenia

Od paru tygodni media i politycy atakują nas zewsząd debatą o związkach partnerskich. Jedni mówią, że to ułatwienie dla „wolnych związków”, drudzy twierdzą, że to furtka dla legalizacji związków homoseksualnych. Pewnie każdy z Was ma swój punkt widzenia, jednak pozwólcie, że przedstawię swoje zdanie na ten temat.

Słowo wyjaśnienia: zawsze starałem się trzymać od tzw. spraw obyczajowych z daleka, ale poziom i intensywność wspomnianej debaty nie pozwala mi pozostać wobec niej biernym.

Przyznam, że martwi mnie, że mając rosnący ogromny dług publiczny, rosnące bezrobocie, rozmaite inne problemy ekonomiczne, rząd postanowił zająć się kolejnym tematem zastępczym – związkami partnerskimi. Kolejna zasłona dymna? To się dopiero okaże.

Kiedy przyjrzymy się dokładniej samemu zagadnieniu związków partnerskich dochodzimy do smutnego wniosku – rząd, który miał na sztandarach liberalizm nie wyobraża sobie nieuregulowania tak osobistej rzeczy jak to kto z kim i jak żyje. Władza stoi na stanowisku, że „ustawa uratuje świat”, w związku z tym postanowili wejść Polakom również pod kołdrę.

Odnosząc się do samej debaty – nie jest dla mnie przypadkiem kampania przeciwko Krystynie Pawłowicz, nie jest dla mnie przypadkiem „zbieg okoliczności” w nominacji Anny Grodzkiej na stanowisko wicemarszałka Sejmu. Nie trzeba być profesorem nauk politycznych, żeby znaleźć tu całą masę zależności.

Moim zdaniem – złotym środkiem byłoby zostawienie kwestii dziedziczenia, dostępu do informacji w czasie choroby itd. w gestii samych zainteresowanych partnerów. Historia prawa wynalazła coś co się nazywa umową cywilno- prawną, dzięki czemu takie sprawy można uregulować we własnym gronie, nie zapraszając instytucji państwa do swojej sypialni.

Czy ktoś na to wpadnie? Nie sądzę – zbyt mało punktów procentowych poparcia w tak prostym i wygodnym dla obywateli scenariuszu. I to jest najsmutniejszy wniosek z całej tej debaty…

b.

Komentarze:

Karol Surdy KSur pisze:

Politycy specjalnie zajmują się takimi problemami, żeby odwrócić uwagę od tego co na prawdę robią.

Paulina pisze:

Bartku, a ilu znasz 20 czy 30 latków, którzy na wypadek swojej śmierci sporządzili testament? A jaka umowa cywilno-prawna ma w swym przedmiocie możliwość uzyskania informacji o stanie zdrowia pacjenta? Nieznajomość tematu razi po oczach

Bartek T. Czapka Bartek T. Czapka pisze:

Paulino, znam mało 20-30 latków, ale Ci których znam to w większości osoby, które nie mają spisanego testamentu. Dlaczego? Z prostego powodu – nie mają co tam wpisać :)

Powtórzę się co do umowy cywilno-prawnej – wiem, że nie jest ona antidotum na całe zło, ale moim zdaniem ingerencja państwa powinna się ograniczyć do umożliwienia obywtelom załatwienia takich spraw drogą takich umów. Chociażby poprzez umożliwienie wglądu do danych wrażliwych osobom trzecim na podstawie odpowiedniego pełnomocnictwa.

b.

Katarzyna Gil pisze:

Ja uważam, że sprawny rząd powinien się zająć i ekonomią i sprawami obyczajowymi. Nie wszystko można uregulować umowami cywilno – prawnymi. Na czymś ta umowa musi się opierać.
Nominacja Anny Grodzkiej pewnie nie jest przypadkiem, ale jeśli choć kilku ludzi zrozumie, że jesli ktoś w dowodzie ma wpisane żeńskie imię i nazwisko, to należy zwracać się do takiej osoby jak do kobiety. Poza tym Kry­styna Paw­ło­wicz może i nie ma twarzy boksera ale nikt jej przynajmniej nie wypomina np. nadwagi. W Polsce niestety obserwuję szokujący brak kultury osobistej…

Bartek T. Czapka Bartek T. Czapka pisze:

Kasiu, poruszajmy się w otaczającej nas rzeczywistości – nie mamy sprawnego rządu i nie mamy zdolnych parlamentarzystów. Oczywiście nie neguję konieczności stworzenia podstawy prawnej, ale patrząc realnie na jakość tworzenia prawa obawiam się, że efekt ewentualnej ustawy może być odwrotny od zamierzonego.

Co do Anny Grodzkiej to nie jestem w stanie się wypowiedzieć obiektywnie, bo nie jestem w stanie wejść do głowy osoby, która urodziwszy się mężczyzną postanowiła zostać kobietą – wybaczcie, ale to jest ponad moje siły intelektualne.

Jeśli chodzi o Krystynę Pawłowicz – zgoda, również uważam, że stosuje zbyt ostry język, ale starając się być do bólu obiektywnym to uważam, że jest on odpowiedzią na dość wyrazisty język Ruchu Palikota. Czyli podsumowując debata publiczna wciąż przypomina obelgi z piaskownicy…

b.