PowerPlay

Chyba każdy z nas ma jakiś swój ulubiony power play… a może kilka?
Nie potrafię trzymać się kurczowo jednego stylu muzycznego. Czasem mam ochotę posłuchać Jacksona, a innym razem jakąś straszliwie ciężarną sieczkę. W zależności od humoru, nastroju, pogody każdemu z nas w danej chwili podchodzi inna muzyka… tych czynników jest więcej.

Rano słuchałem Paktofoniki a chwilę później Behemotha. Raczej jest to normalne… takie skakanie po stylach.

Pamiętasz jak w latach 90-tych były różne subkultury? Wyraźnie dało się podzielić ludzi… „o ten to punk”, „ooo a ten to metal”, „ooo… a ten to skin”, „ten to hiphop” itp itd. Szczególnie dało się rozróżnić kto przynależał do danej subkultury po ubiorze (również mieli swoje ulubione utwory – powerplaye). Teraz jakoś te granice się zatarły. Nie ma aż tak wyraźnego podziału. Sam jestem doskonałym przykładem. Uwielbiam ciężką, melodyjną muzykę, a ubieram się normalnie. Czasem założę białą koszulę, a chwilę później słucham Behemotha, albo innych siekatorów. Wczoraj moim powerplayem był Limp bizkit – Boiler, przed wczoraj Trivium – In waves, nie dalej jak tydzień temu Hey – Nomada a dzisiaj…

W dniu dzisiejszym włączając tv wybudził i postawił mnie na nogi szwedzki the Haunted – All against all. I to jest własnie mój powerplay na dzisiaj.

Życzę Tobie Czytelniku udanego tygodnia i żebyś znalazł swój PowerPlay na dzisiejszy dzień.

Komentarze: