Miłośnicy przyrody czy ekopiraci?

Nie wiem czy pamiętacie taką bajkę dla dzieci „Kapitan Planeta”? W ogromnym skrócie Gaja, czyli Matka Ziemia miała już dosyć niszczycielskiej działalności człowieka, dlatego wybrała pięcioro młodych ludzi z różnych kontynentów i dała im pierścienie mogące wywoływać Kapitana Planetę – niepokonanego obrońcę uciśnionych i takich tam innych. Gdyby ktoś wizualnie nie wiedział o co chodzi poniżej link do czołówki serialu.

Każdy odcinek wyglądał mniej więcej tak samo – jeden z „wrogów Ziemi” wdrażał swe niecne plany zanieczyszczania planety, a nasza dzielna grupka stawała mu na drodze. Trochę jak w Scooby-Doo :-)

Jednak ostatnio zastanawiałem się nad poważnym w sumie problemem działalności ekologów. Przez niektórych nazywani Ekoterrorystami (np. przez Jeremy’ego Clarksona z Top Gear) przez innych jedynymi współczesnymi „planetarianami”, którzy bez nadprzyrodzonych mocy potrafią obronić bezbronną naturę przed dewastacyjnymi działaniami innych ludzi.

A jakie Wy macie opinie na ten temat? Czy np. blokowanie inwestycji, która przyniesie wielu ludziom wiele korzyści na rzecz obrony Matki Natury jest słuszne? Bardzo jestem ciekaw Waszych opinii.

b.

Komentarze:

Edyta Kasperska Edyta Kasperska pisze:

Wyprzedziłeś mnie, bo miałam w planach ten temat poruszyć:)

Dla mnie właściwe jest określenie większości tych ‚ekologów’ mianem ekoterrorystów. Rozumiem potrzebę dbania o środowisko, ochronę zagrożonych gatunków, promowanie akcji uświadamiających, że zadaniem człowieka jest dbanie o-Matkę Ziemię. Jednak to co niektóre z organizacji ekologicznych wyprawiają to popadanie w skrajności. Często jest tak,że jakaś inwestycja, np.drogi, jest blokowana, ponieważ ekolodzy znaleźli tam jakiegoś robaka czy innego ślimaka, który właśnie się romnaża i za żadne skarby świata nie można go przenieść. To jest działanie na szkodę człowieka i blokowanie rozwoju kraju.
Ci ‚ekolodzy’ sami nie wiedzą czego chcą. Protestują u nas przeciw energii opartej na węglu kamiennym, bo to szkodzi. Gazu łupkowego też nie powinniśmy wydobywać, bo to szkodzi. Atom jest też zagrożeniem, bo porzecież może przyjść jakieś tsunami czy niszczycielskie trzęsienie ziemi i będziemy mieć drugi Czarnobyl. Chyba pozostaje nam wrócić do świeczki, choć może i to jest szkodliwe. Natomiast lobbują m.in. za elektrowniami wiatrowymi, bo to podobno jest bezpieczne dla środowiska. A jest wiele dowodów na to, że wcale tak nie jest. A do tego są one bardzo drogie, bowiempewne komponenty do nich produkowane są tylko w Chinach. W ostatnim programie „Kto za to zapłaci?” (na pewno ten odcinek w internecie jest), w którym mówiono właśnie o atomie, gościem był prof. Łukasz Turski z PAN. Facet raczej zna się na tej tematyce i przedstawiał racjonalne argumenty dlaczego musimy elektrownię atomową mieć. Zwolennicy tzw.energii odnawialnych próbowali go rzecz jasna zakrzyczeć.
Ciekawym przykładem ‚dbałości’ ekologów o środowisko jest przykład Nord Stream. Na początku owszem coś tam protestowali przeciw rurze na dnie Bałtyku, a jest to przecież ogromne zagrożenie dla środowiska, jednak protestowali do czasu. Gdy Gazprom uraczył ich 10 milionami Euro na jakąś fundację to się, brzydko mówiąc, przymknęli i teraz wszystko jest ok, zagrożenia nie ma. Polecam przeczytać ten artykuł: http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/http_www_niepoprawni_pl_blog_287_ekologisci_nord_stream
Wszelkiej maści Zieloni, czerwoni i inni różowi argumentują przeciwko wydobyciu u nas gazu łupkowego tym m.in., że w Francji zakazano jego wydobycia. Nie wspominają jednak, że Francja ma najwięcej w Europie elektrowni atomowych i o energię martwić się nie musi,w przeciwieństwie do Polski. Tak samo kraje zachodniej Europy swoje autostrady pobudowali kilkadziesiąt lat temu, kiedy mało ich interesowało środowisko przyrodnicze w miejscach planowanych dróg. Polska się rozwija, ale ten rozwój blokują nam właśnie ekoterroryści przy pomocy organizacji ekologicznych, różnych przepisów UE i tych wszystkich, którym bardzo zależy na tym, by np. właśnie do wydobycia gazu łupkowego u nas nie doszło, bo to zaszkodzi czyimś interesom. A o czyje interesy tu m.in. chodzi to nie trudno się domyślić.

Bartek T. Czapka Bartek T. Czapka pisze:

Dzięki wszystkim za opinie – fakt, ciąży nad nami ogromne wyzwanie związane z wdrażaniem europejskich dyrektyw energetycznych (deadline 2020) i będziemy musieli m.in. ograniczyć emisję CO2, ale także zamontować w domach kilka milionów tzw. inteligentnych liczników energii, które pozwolą na bieżące kontrolowanie zużycia energii a także powstanie zupełnie nowego zjawiska – prosumenta, czyli konsumenta będącego jednocześnie producentem energii. Ale wracając do ekologów, to wiadomo, że gdyby nie zainteresowanie mediów to większość ich akcji kończyłaby się fiaskiem – zresztą przypomina mi się jedna z pomyłek ekologów, apropos wchodzenia na kominy, kiedyś wleźli na jeden z kominów elektrociepłowni i też nabazgrali „Stop CO2”, feler w tym, że akurat ten komin emitował czystą parę wodną :)

p.s. co do „Kapitana Planety” – mam wciąż cały pierwszy sezon odcinków – dla mnie to również sentymentalna podróż do czasów dzieciństwa :)

b.

Piotr Babicki Piotr Babicki pisze:

Ja stoję chyba na dalszym krańcu drugiego końca ekologii… „Czyńcie sobie Ziemię poddaną” napisano w Ważnym Piśmie. Planeta przeżyła dinozaury, wybuchy wulkanów, deszcze meteorytów, poradzi sobie i z działalnością człowieka :)

A nieco poważniej. Gdybym miał odpowiedzieć GENERALNIE na zadane pytanie: „Czy blo­kowanie in­we­stycji, która przy­niesie wielu lu­dziom wiele ko­rzyści na rzecz obrony Matki Na­tury jest słuszne? ” odpowiedziałbym NIE. Każdy przypadek powinien być jednak rozpatrywany indywidulanie. Polska gospodarka od kiedy ją oparto na węglu, trwa na nim nadal. Błędem kolejnych pokoleń było nieinwestowanie w inne źródła energii, ale teraz jest jak jest. Podpisując kolejne pakiety ograniczające CO2, ładujemy magazynek do zamachu samobójczego. Brawo dla polskiego rządu za ostatnie weto, bo tym samym odłożyliśmy w czasie odbezpieczenie broni…

P.S. A Kapitana Planeta to była świetna bajka. Zawsze chciałem mieć pierścień ognia ;)

erem pisze:

Temat ciekawy. Taki na czasie.
Z moim przedmówcą mogę zgodzić się tylko i wyłącznie w jednej kwestii, a mianowicie, że ekologia ma dwa końce. Bo przecież są ludzie, którzy dla szlachetnych celów popadają w skrajności.
Zachowania takie jakie miały miejsce ostatni (ekolodzy na kominie w Bełchatowie) są dla mnie taką skrajnością. Jeśli nie brać by naruszenia własności i praw właścicieli tego komina to ja bym tych ekologów tam zostawił w spokoju. Weszli to i zejdą, a tak to zyskali rozgłos, czyli to na czym między innymi im zależało.
Drugą stroną jest sprawa w jakie oni to zrobili. Czyli spalanie z węglem drewna aby „sztucznie zmniejszyć” emisję CO2, ale to się mija z celem bo trzeba wyciąć naprawdę wiele drzew aby tego dokonać i według mnie jest to małe oszustwo.
Co do wetowania ustaw przez Polskę to nie widzę w tej chwili innego wyjścia. Nasza gospodarka „stoi”, czy jak kto woli „zbudowana jest” na węglu i gdyby tego weta nie było to byśmy się sami ugotowali. Jest to szerszy i złożony problem i jeśli ktoś ma „ja­ki­kol­wiek sposób zre­du­kowania” emisji przez Polskę to może się nim podzielić.
pzdr.

b pisze:

Ooo, jak sentymentalnie. „Kapitan Planeta” to jedna z moich ulubionych bajek z dzieciństwa.

Jeśli o ekologów chodzi, nie jestem całkowicie przeciw. Walka o życie zagrożonych gatunków zwierząt czy próba ratowania najstarszych drzew w regionie – oceniam to jak najbardziej pozytywnie.
Choć oczywiście jak wszystko inne na świecie, ekologia także ma dwa końce. Ci, którzy skłonni są popadać w skrajności, a ich hobby stanowi przywiązywanie się do drzew łańcuchami… nie przeklinam ich, ale i nie popieram.
W dzisiejszych czasach do dbania o dobro Matki Ziemi powinno zmusić nas członkostwo w UE. Gdyby Polska zamiast wetowania ustaw i przepisów dotyczących m.in. emisji dwutlenku węgla do atmosfery, starała się w jakikolwiek sposób zredukować jej ilość, być może ekolodzy nie mieliby tak wielu powodów do protestów.
Jeśli o mnie chodzi, uważam, że wycinanie jednego z niewielu lasów w mieście tylko po to, by zbudować dwudziesty supermarket czy galerię jest bezsensowne. Są miejsca, które można zagospodarować, nie wpływając przy tym na naturę w znacznym stopniu lub nie wpływając w ogóle, jeśli wziąć pod uwagę inwestycje w betonowych metropoliach, gdzie las czy naturalny park to kompletna abstrakcja.