Dlaczego nie warto chodzić do teatru

– A może do teatru? – pomyślał w piątek rano – Dosyć tych imprez. W kinie nic nowego. Niech będzie teatr! Trochę kultury człowiek zażyje, dobrze mu zrobi.

Tylko na co… Hmm… Nie… To lektura szkolna, nie idę, pewnie nudna. To może być fajne, piszą, że komedia i gra ta aktorka taka znana. Trochę długie, ale jest przerwa, dam radę. Niech będzie to.

Bilety. Co?! Takie drogie? Nie ma mowy. Można kupić wejściówkę na kwadrans przed rozpoczęciem spektaklu. Niewiele taniej, ale zawsze coś. Ilość wejściówek jest ograniczona. Czy będzie kolejka…? Drogie bilety, tylu studentów w mieście, pewnie nie tylko ja wpadnę na pomysł kupienia wejściówki. To tak godzinę przed spektaklem powinno być dobrze.

Tylko co by tu założyć. Chyba elegancko, do teatru w dżinsach przecież nie pójdę. Koniecznie koszula. I marynarka. Ale krawat to chyba już nie, bez przesady. Delikatne podniecenie na myśl o wyjściu do teatru, pierwszy raz od bardzo dawna, towarzyszyła mu przez resztę dnia.

Wieczorem wszedł do teatru i zobaczył kilkunastoosobową kolejkę.

– Przepraszam, kto z państwa po wejściówkę?

– Wszyscy! – wrogo odpowiadają kolejkowicze. Panie w wieku jego mamy w parach, studentki zakutane w kolorowe chusty, kilka par. Stanął w kolejce, za nim jeszcze kilka osób. Liczy… Jest 14. Uda się? Ciekawe ile tych wejściówek mają. Pani w mundurku podchodzi do kasy, rozmawia z kasjerką, zwraca się do oczekujących:

– Proszę państwa, dziś mamy do sprzedania 17 wejściówek.

Zaczęło się odliczanie. Panie są razem, pan bierze dwie, bo żona przyjdzie. Tam ktoś z telefonem opuszcza teatr, zwalnia miejsce. Wskazują na niego palcem. Pan ma 17. Załapie się. Uff…

Przy kasie pojawia się młoda kobieta w czerwonym płaszczu. Słychać wrzaski: „Proszę pani, tu jest kolejka! Ten pan jest ostatni i już wejściówek nie ma!”. To krzyczą kolejkowicze. „Przyszła i chciała wejściówkę, a człowiek stoi dwie godziny. Wie pani, jak stałam po wejściówkę na…”. Opowieść. Nie słucha. Czeka cierpliwie aż sprzedaż się rozpocznie, nerwowo przestępując z nogi na nogę. A jeśli ktoś wykupi? Może wrócić do domu? Nie…już tyle czasu straciłem, stoję.

Zdobył upragnioną wejściówkę, która daje mu możliwość zajęcia wolnego miejsca na widowni, po usłyszeniu drugiego dzwonka. Stoi i czeka. Widzi dobre miejsca w drugim rzędzie, ale podąża w ich kierunku dwoje ludzi. Dalej. Może te? Drugi dzwonek. Wejściówkowicze napierają. Siedzi. Uff.

Na widowni gaśnie światło. Wyłącz telefon! Sprawdza – wyłączony. Muzyka, światło. Zaczęło się. Wchodzą aktorzy. O! Znam ją, gra w tym serialu, który tak lubi moja mama. Kilka minut, nie wie o co chodzi… Mówią coś, wchodzą, wychodzą, krzyczą. Jejku, jaki ona ma piskliwy głos. Mówią, mówią, wychodzą. Coś zaczyna rozumieć. Gaśnie światło, przerwa. Nie! Jeszcze nie. Mówią, mówią. Rozumie wszystko. Rozgląda się po widowni, wszyscy siedzą w skupieniu i patrzą. Aktorzy grają. Coś długo. Chyba źle sprawdził, tej przerwy nie będzie. Gaśnie światło. Koniec? Nie, przerwa! Pójdę zapalić.

W palarni widzowie wymieniają się wrażeniami. „Klasa. To wspaniały aktor. A widzieliście go w…”. Wyłączył się, nie słucha. Dzwonek. Pora wracać. Ktoś zajął jego miejsce. Spóźnieni z biletami. Trudno. Pani z obsługi widowni kieruje go na balkon. Słabo widzi. Słyszy tylko ten piskliwy głos w roli głównej. Nie może się skupić, tak go ten głos irytuje. Intryga zbliża się do końca…nie…nowy wątek. Kiedy to się skończy? Chyba jednak nie lubię teatru. Koniec. Brawa, aktorzy się kłaniają, uśmiechają, brawa, wychodzą drugi raz, brawa, brawa. Koniec.

Czy mi się to podobało? Hmm… Sam nie wiem, może jestem za głupi i nie zrozumiałem, ale to było strasznie nudne. Wraca do domu, w internecie szuka recenzji. Czyta, czyta… Czy na pewno był na tym samym przedstawieniu? Co znaczy to słowo? A to? To jest konkurs, kto opisze spektakl w najbardziej wyszukanych i jak najtrudniejszych słowach czy recenzja teatralna?

Ech… W przyszłym roku pójdę chyba na musical albo wcale. Po co mi taki teatr?

Komentarze:

erem pisze:

Witam
Od momentu publikacji tego tekstu zastanawiam się czy to jest jakaś prowokacja?
Czekałem na jakiś odzew, obronę teatru a tu nic.
Czy rzeczywiście jest z nami aż tak źle? Czy kino jest zawsze lepsze niż teatr?