Przemyślenia po pewnej niedzieli

Coraz częściej słyszy się że młodzież odchodzi od kościoła. Ostatnio zastanawiałam się dlaczego tak jest. Jako wierząca i praktykująca staram się co niedziela, albo i częściej, uczestniczyć we Mszy Świętej. U mnie jest to przede wszystkim potrzeba ducha, ale nie ukrywam, że jest to element  niedzieli w mojej rodzinie. Każdy z jej członków ma swoją stałą porę Mszy Świętej, na którą uczęszcza w każdą niedzielę. Ja wybrałam sobie Eucharystię, która z założenia kapłanów ma być dedykowana dzieciom – głównie tym przygotowującym się do pierwszej Komunii Świętej. Podczas niej księża starają się zachęcić dzieci do pogłębiania swojej wiary, przygotowując homilię specjalnie pod słuchacza w wieku załóżmy 6-10 lat. Owszem, sporadycznie zdarza się, że księdzu uda się przełożyć trudny do zrozumienia fragment Ewangelii z danego dnia, na język zrozumiały dla dzieci. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że z moich obserwacji zdarza się to coraz rzadziej.

Pamiętam jak w czasie gdy ja uczestniczyłam w Mszach dla dzieci jako maluch, kapłan który prowadził to spotkanie, starł się poprzez zabawę, czy wspólne śpiewy nawiązujące do Ewangelii, zachęcić nas do kościoła , oraz przetłumaczyć o czym przez słowa Pisma mówi do Nas Nasz Ojciec. A teraz? Fakt, jestem już o kilkanaście lat starsza i może bardziej krytycznie podchodzę do pewnych spraw, ale wydaje mi się że w kościele jest coraz mniej księży, którzy sumiennie przygotowują się do swojego daru – odprawiania Eucharystii.  Bo sami zastanówcie się – czy wytłumaczenie najmłodszym – narybkowi który trzeba jakoś kształtować-  Ewangelii przez zdawanie  pytań, które w 90% nie są nijak związane z tematem tego co napisano, naprawdę uczy czegoś te maluchy? Owszem kilka razy zdarzyło się przedstawianie danego tematu w taki sposób, że ja sporo wyniosłam z kazania dla dzieci mając sporo więcej lat niż one i to jest fajne i tak moim zdaniem być powinno.

Oczywiście są księża, którzy doskonale prowadzą takie Eucharystie, którzy wręcz przyciągają do siebie dzieci i zachęcają je do pozostania przy kościele, promując różne ruchy chrześcijańskie. Każdemu młodemu człowiekowi życzę spotkania na swojej drodze poszukiwania wiary, takiego kapłana, który swoją osobą zachęci do kościoła, a swoją postawą nie odepchnie od niego.

Zastanawiam się jakie Wy macie wspomnienia związane z kościołem i księżmi z najmłodszych lat? Może ktoś zechce się podzielić swoimi doświadczeniami, przeżyciami? Zapraszam.

Komentarze:

michał pisze:

Pamiętam jak w niektórych parafiach w Warszawie każda msza dla dzieci była dobrze przygotowana – śpiewał i grał dziecięcy zespół, ksiądz w trakcie kazania schodził z mikrofonem do dzieci i jego pytania nawiązywały do Ewangelii, dbano również o porządek i prawidłową postawę dzieci w trakcie mszy, a w jednej parafii na koniec mszy był konkurs – trzeba było zgadnąć co jest w pudełku, a był to przedmiot związany z kazaniem, Ewangelią – osoba, która zgadła zabierała przedmiot do domu :) Niektórzy księża pewnie nie zawsze zachowują się tak przykładnie jak powinni się zachowywać, ale to tylko ludzie i popełniają błędy – choć wymagamy od nich więcej (chyba słusznie). Niektóre postępki i decyzje księży rzeczywiście potrafią szokować i gorszyć – np. kiedy podczas uroczystości I Komunii św. w imieniu rodziców dziękuje zawieszony w obowiązkach prezydent naszego miasta. Po co dopuszczać do takich sytuacji? ale nic, trzeba księża-jak już pisałem-to też ludzie, więc im też trzeba zwracać uwagę i nawracać :)

TeoFil pisze:

Droga Ewo:-)
Celnie zauważyłaś ze jesteś już trochę starsza więc I Twoje poznawanie I rozumienie już nie jest takie jak dzieci w wieku 2 klasy sp. Więc I nie wszystko wbrew pozorom musimy rozumieć, może coś jest za proste I brakuje nam treści, z czego wyciągamy wniosek o nieprzygotowaniu kaznodziei:-) dobrze wyczulas, będę takim nieudolnym apologeta;p
Patrząc na ten temat z perspektywy wspomnień z mojej parafii, z perspektywy pedagogiki I troszeczkę podstawowych założeń katechetyki( ktorej założenia księża stosują w homiach) nie chodzi o to by zagadnienie Trójcy świętej, czy mowy pożegnalnej Chrystusa przekładać na przykłady Myszki Miki itd. musimy się pogodzić z tym ze Ewangelia to nie podręcznik nie da się go nauczyć w ‚ jeden wieczór’ czy w 50 lat…. niektórych Słów Boga dzieci nie zrozumieją, paradoksalnie niektórych nie zrozumieją dorośli:-) I za to Chwała Panu!:-)
Te 90% pytań to jedna z metod homilii dla dzieci, może niedoskonała ale jedno jest pewne daje niesamowita frajde dzieciakom, poczucie ze jestem ważny, dobry bo wiedziałem… I każda odpowiedź udzielona do mikrofonu pamiętam do tej pory:-):-):-)

‚Gdy byłem dzieckiem, mówiłem
jak dziecko, myślałem jak dziecko, rozumowałem
jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężczyzną,
zaniechałem tego, co dziecięce.’ Kor 13,11

Paula Rączka Paula pisze:

Ewa, najpierw przytaczasz tezę o odchodzeniu młodzieży od Kościoła, a następnie rozpatrujesz zaangażowanie księży w przygotowanie kazań dla dzieci (bo przecież nie chodzi o atrakcje podczas całej Mszy, ale trafiającą do odpowiedniej grupy formę przekazu prawdy w czasie homilii). Jasne, te odejścia mogą być po części następstwem takich złych doświadczeń. Ale myślę, że problem jest inny, prostszy. Otóż, o wszystko trzeba dbać, każdą dziedzinę życia trzeba rozwijać – również sferę duchową. Bez osobistego zaangażowania nic nie będzie, nawet gdyby ksiądz tam wyczyniał „cuda na kiju”. Trzeba wszystkich zachęcać do pracy nad sobą. A swoją drogą do księdza też można iść i jakieś sugestie mu przedstawić w sposób… delikatny:) Pozdrawiam.

atheist pisze:

Jedno pytanie: „kościół” z małej litery to zabieg celowy?

216 pisze:

Tak.

Paula Rączka Paula pisze:

Chyba niedopatrzenie.

219 pisze:

Brak monopolu na prawdę cechuje społeczeństwa dojrzałe. Twierdzić, że pasjonatów w społeczeństwie ubywa to trochę tak jak twierdzić, że zimą ubywa wielbicieli truskawek.

Zdzisław pisze:

Logiczny błąd, porównanie nietrafne. Zima pojawia się i znika cyklicznie. Średnio raz do roku. A ja pisałem o „upływie lat”. I nie w sensie pory roku… :) Pozdrowienia

220 pisze:

A jak Pan myśli: w trakcie Pana życia bardziej zmienił się człowiek czy bardziej zmieniła się struktura społeczeństwa? :-)

Zdzisław pisze:

220: za mojego życia zmieniła się w Polsce struktura społeczna i równolegle do tych zmian zmienili się ludzie jako elementy społeczeństwa. Czasem zmiana struktury nie wymusza zmian w zachowaniach. Często zmiany zachowań społecznych pojawiają się niezależnie od zmian (lub ich braku) w strukturze.
Pozdrawiam :)

Zdzisław pisze:

Ewa ma celne obserwacje. Mam podobne. Ale też myślę, że z upływem lat ubywa pasjonatów i ideowców również w innych profesjach: wśród lekarzy, nauczycieli… Pozdrawiam