Na początek o najważniejszym…

Początek lat 90. Było sobie miasto – z życzliwymi sobie ludźmi, dużą fabryką znakomitych ciężarówek i pięknymi, zielonymi okolicami. To były Starachowice mojego dzieciństwa. Biegało się całymi bandami po osiedlach bawiąc się w chowanego, lub podchody w pobliskim lasku albo grając starymi złotówkami w dołek. Tak sobie dzisiaj myślę, że dzisiejsi psychologowie dziecięcy patrząc na nasze zabawy mogliby załamać ręce wymyślając nowe syndromy młodej psychiki. Ale co z tego – byliśmy szczęśliwi.

Potem przyszło dorastanie, życiowe wybory i ostatecznie wyprowadzka ze Starachowic. Wracałem tu wielokrotnie i za każdym razem zastanawiam się jak to się stało, że ludzie przestali być dla siebie życzliwi, a zaczęli być wyrachowani. Ze wspaniałej fabryki już prawie nic nie zostało, a jedyne czym możemy się cieszyć to wspaniała przyroda wokół Starachowic. Czyli przegrywamy 1:2. No właśnie – jak to się stało?

Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale odważę się postawić tezę, że Starachowice od co najmniej kilku lat są gnębione dwiema strasznymi chorobami: polityką i kompleksami. Pierwsza choroba, co oczywiste, wynika z niskiego poziomu elit politycznych w naszym mieście, czego dwa bolesne dowody mieliśmy w roku 2003 i 2011. O obu sprawach napisano już wiele, więc pozwólcie, że przejdę do choroby drugiej – kompleksów. Tak Moi Drodzy, mamy niesamowicie nieuprawnione kompleksy. Skąd to przypuszczenie?

Mam dla Was zadanie domowe – zapytajcie swoich znajomych, którzy mieszkają w Starachowicach dlaczego nie założą własnej firmy, nie spróbują czegoś innego niż tylko pozornie spokojnego życia z pracą w fabryce od 7-15? Odpowiedź jest prosta – bo nie wierzą w siebie a ich ambicja przegrywa z cechą, która w Starachowicach jest wszechobecna – malkontenctwem. Jak założysz restaurację to będą narzekać, że wolą KFC. Jak założysz fast-fooda to będą narzekać, że niezdrowe i że gorsze od KFC (!). Dlaczego tak jest? Bo pozycja członka loży szyderców jest zawsze wygodniejsza niż pioniera – pionier ma zwykle strzały w plecach, bo coś robi po raz pierwszy. W normalnych społecznościach gloryfikuje się ludzi, którzy coś osiągnęli. U nas zaś będą Ci bić brawa, bo mniej lub bardziej subiektywnie zjechałeś kogoś, kto chciał cokolwiek w tym umierającym mieście zrobić. W końcu słowa nic nie kosztują…

I to właściwie sedno tego, co chciałem przekazać w moim pierwszym blogowym poście dla reJEStratora. Ufam, że będziemy mogli tu stworzyć wirtualną przestrzeń do wymiany myśli na dobrym poziomie z jak najmniejszą ilością narzekania :-)

Zapraszam do dyskusji…

b.

Komentarze:

Bartek T. Czapka Bartek T. Czapka pisze:

Przypadek Zduńskiej Woli jest dość podobny – też mieliście Izolację S.A., która zatrudniała mase ludzi i napędzała życie w mieście a potem przyszli politycy i rozwalili to, co było najlepsze. Ze Starachowicami jest niestety podobnie :(

b.

Karol pisze:

Powiem Ci Bartek że w Zduńskiej Woli robi się podobnie. Rządzący miastem nie dba o ludzi tylko o swoje prywatne interesy. Niestety,

kasia prześrut pisze:

Moim zdaniem problem tkwi też w ofercie studiów. Tak naprawę poza kilkoma zawodami uczelnie nie przygotowują nas do pracy. Bo teoria teorią a praktyka praktyką. W pracy wykorzystujemy bardzo mało wiedzy zdobytej na studiach. Jest jednak coś czego nie kupimy za żadne pieniądze a także nigdzie nas tego nie nauczą ( ewentualnie ciężka praca nad sobą ale do tego potrzebne są chęci ). To inteligencja emocjonalna, to jak radzimy sobie w sytuacjach stresowych, to czy jesteśmy empatyczni a przede wszystkimi jakimi jesteśmy ludźmi. Każdy ma na pewno przykład z własnego podwórka osób, którzy osiągnęli sukces a nie byli wybitni.To byli po prostu fajni ludzie, którzy lubili siebie oraz innych (bo pamiętajmy nie można polubic nikogo dopóki nie polubimy siebie). Także uczmy się ale przede wszystkim bądźmy dobrymi ludźmi a sukces będzie w zasięgu naszej ręki. Pracodawca to doceni!!!

ordonka pisze:

Bardzo podoba mi się powyższy tekst i gorąco gratuluję Bartkowi.
Chciałam odnieść się do słów Mindy. Również uważam, że wyższe szkolnictwo powinno być przywilejem, To, że dostałeś się na UW, UJ, UKSW, UMCS czy inne uczelnie jest powodem do dumy i nie może spowrzechnieć- a właśnie do tego dochodzi, kiedy w mieście, tak niewielkim jak Starachowice stwarza się na siłę filie. Nie wiem czy jest to konieczne- moim zdaniem nie prowadzi to do rozpowszechniania wiedzy, tylko papierków, dzięki którym łatwiej o pracę.
Wyjazd z rodzinnego miasta, poszukiwanie nowych kierunków, doznań, doświadczeń może pozytywnie wpłynąć na ukształtowanie młodego człowieka. Tworząc byle jaką uczelnię tylko zmniejsza się ambicje przyszłych studentów…

Michał Minda Minda pisze:

Nie na przywilej zwracałbym uwagę w głównej mierze. Osobiście skupiłbym się na tym, iż tworząc setki uczelni oraz ich filii, studia wyższe stają się jednym z wymagań do podjęcia pracy na każdym stanowisku. Nie liczą się umiejętności tylko papierek. Jesteśmy blisko tego, iż siedząc na kasie będzie trzeba mieć wyższe wykształcenie.
Ale wróćmy do sytuacji naszego miasta. Mamy całkiem niedaleko (Ostrowiec Św., Skarżysko-Kamienna) możliwość podjęcia studiów. Powoli tych kierunków jest coraz więcej. Zapomnieć też nie można o samych Starachowicach – „też coś jest”.
W związku z powyższym, wśród pracodawców powstał trend wysyłania swoich pracowników (oczywiście nieprzymusowo!) na owe studia. Ktoś kto prowadzi sklep, radzi sobie świetnie, ma rodzinę i stara się poświęcać jej czas – owszem czas musi poświęcić, ale w weekendy jeżdżąc do sąsiednich miast „studiować”. Słowo ujęte w cudzysłowie chyba z wiadomych względów. Poziom w większości takich uczelni jest do niczego, motywacja pracownika-studenta została w lesie, a samo studiowanie ma cel wręcz szczytny. Systematyczne napełnianie portfela właściciela niepublicznej (w głównej mierze) uczelni.
Traci student-pracownik. Tracą studenci. Tracą pracodawcy. Student-pracownik czas, pieniądze, motywacje do nauki i pracy, a nawet rodzinę w pewnym sensie. Ach, zapomniałem wyjaśnić brak przymusu przy wysłaniu na studia przez pracodawcę. Student-pracownik nie musi iść, ale niech tylko spróbuje. Pod drzwiami czeka już kilku kandydatów z takimi studiami. Koniec końców następuje wymiana – doświadczona osoba żegna się ze swoją pensją, a wita ją osoba, która ma pseudo-studia za sobą oraz często mniejsze doświadczenie w tym konkretnym przedsiębiorstwie i jego otoczeniu. Tutaj traci pracodawca. Wszyscy chyba wiemy dlaczego. Na koniec wyjaśnię czemuż to tracą studenci. Chociaż tutaj powodów jest wiele, skupię się tylko na dwóch. Po pierwsze, mgr/mgr inż. zamieniają się w układ liter, którego znaczenie systematycznie dąży ku zeru. Oczywiście ktoś powiedzieć może, iż dyplom z UJ, PK, PW oraz innych wiodących ośrodków akademickich w kraju znaczy więcej. Może i znaczy, ale to zależy od konkretnego przypadku i stanowiska o które walczymy. Drugi powód to zbytnie „wyeksploatowanie” prowadzących zajęcia, którzy często pracują nie tylko na naszej macierzystej uczelni, ale tracą siły „nauczając” wieczorami lub w weekendy. Chociaż w tym przypadku, zmiany zachodzące w ustawach i rozporządzeniach może problem ten w jakimś stopniu rozwiążą.
Koniec końców. Apel. Podnieśmy poziom Szkół Zawodowych i Techników! Tu jest przyszłość Starachowic.
Ot moje zdanie.

m.m.

Bartek T. Czapka Bartek T. Czapka pisze:

Moi Drodzy, dzięki za Wasze opinie. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale mam mały sajgon w pracy :) Co do Waszych wątpliwości to pełna zgoda – argument o technikach i szkołach zawodowych jak najbardziej zasadny – tak jak napisałem kilka postów wcześniej – szkoły powinny dostarczać kadry przedsiębiorstwom a przedsiębiorstwa mogą wspierać szkoły. Tylko trzeba chcieć rozmawiać i działać wspólnie!

b.

Michał Minda Minda pisze:

Jak dotąd zgadzałem się w pełni z Waszymi powyższymi argumentami i wnioskami. Ale czytając wątek o filii wyższej uczelni, nie mogę nie zareagować. Jako osoba, która ma stosunkowo jak na swój wiek dość spore doświadczenie jeśli chodzi o życie szkolnictwa wyższego – w skrócie m.in. działalność w samorządzie studenckim, radzie wydziału, senacie, udział w konferencjach Forum Uczelni Technicznych i PSRP, czy sejmiku studenckim – muszę stwierdzić, że jest to beznadziejny pomysł. Nie chcę się teraz rozpisywać, bo to temat na dłuższe rozważania. Lecz pamiętajmy, że wykształcenie wyższe nie powinno być tak powszechne, a wspierać powinno się szkoły zawodowe i technika, które jak najbardziej pasują do profilu przedsiębiorstw w naszym mieście. Spójrzmy na Zachód (w końcu jako Polacy lubimy to robić). Tam studia nie są obowiązkiem, można się wykształcić odpowiednio do profilu pracy, być dobrym w tym co się robi i żyć dobrze. U nas studia „muszą być”, a później nie znaczą w sumie nic.

m.m.

marecki pisze:

Filie to my już mamy ale takich uczelni że szkoda gadać :) Uniwersytet i dwie Politechniki w okolicy w zasadzie działają ok :) ale to nic nie zmienia ludzie i tak uciekają do większych miast dla większych dużo łatwiejszych pieniędzy, nie od dziś wiadomo, że w większym mieście nawet bez szczególnie dobrego wykształcenia na mniej wymagających stanowiskach zarobisz więcej niż w małym, a i w dużych miastach łatwiej jest taką prace dla mniej ambitnych znaleźć:) a już nie wspomnę o wykształconych ludziach na porządnych stanowiskach :). Ja mam nadzieje, że w małych miastach zacznie się patrzeć na wykształcenie, bo na razie stanowiska należą się tym z odpowiednim pochodzeniem albo z wysoko postawionymi znajomymi.

Bartek T. Czapka Bartek T. Czapka pisze:

Zgadzam się. Duże nadzieje wiążę z powstaniem w Starachowicach filii wyższej uczelni. Ale to tak naprawdę pierwszy krok, bo profil uczelni musi być skorelowany z przedsiębiorstwami w naszej okolicy. Tak najprościej przeciwdziałać zjawisku bezrobocia i wyjeżdżania młodych ludzi z mniejszych miast.

b.

marecki pisze:

No nie mieliśmy ale dla chcącego nic trudnego, sporo osób wyszło na ludzi z tego naszego grajdołu. A nic się nie zmieni dopóki nikt się za to nie weźmie, a kto ma się wziąć jak jest wiele innych rzeczy do zrobienia.

Bartek T. Czapka Bartek T. Czapka pisze:

No tak – obserwuję moich kolegów i koleżanki, którzy są „świeżymi warszawiakami” i oni wysyłają te biedne dzieci na kilkanaście zajęć pozalekcyjnych mimo, że dzieci w ogóle to nie interesuje. Nie mówię, żeby nie inwestować w dzieci, ale wszystko ma swój umiar.

W Starachowicach nie mieliśmy i nie mamy możliwości wszechstronnego rozwoju. Dobrze jest, jeśli możemy się kształcić przynajmniej w jakimś jednym kierunku/specjalności.

Ale mam nadzieję, że to się szybko zmieni :)

b.

marecki pisze:

Szczerze powiedziawszy patrząc na dzisiejszą młodzież to ciężko mi powiedzieć o jakimkolwiek przygotowaniu :). Co do różnic miedzy ludźmi z małych i dużych miast to wydaje mi się, że kwestia przygotowania zależy tak naprawdę od naszego podejścia do życia, jak to się mówi „kiepskiej baletnicy…” albo bardziej wulgarnie „jak g**** nie pływa to mówi, że woda za rzadka”. Co do poziomu startu, a i owszem ludzie z małych miast „Ci przyjezdni” mają gorzej bo muszą się aklimatyzować do nowego miasta, ludzi, Pań w urzędzie :) itd. Ale wszystko wraca do jednego czyli do podejścia i chęci :)

Bartek T. Czapka Bartek T. Czapka pisze:

Trudno się nie zgodzić z przedmówcą. Swoją drogą wydaje mi się, że trochę to hartuje i dzięki temu ludzie z mniejszych miast takich jak Starachowice są mimo wszystko lepiej przygotowani do życia niż ich rówieśnicy z większych miast. Jest poza tym wiele przykładów ludzi ze Starachowic, którzy już coś osiągnęli w swoich dziedzinach. Różni nas właściwie „tylko” poziom startu życiowego.

b.

marecki pisze:

Starachowice :) miejsce wielkich możliwości ale i wielkich porażek. Myślę, że tak jak w każdym małym miasteczku trzeba najpierw zacząć od polityki. Dlaczego ludzie w radzie (Ci sami od lat) na stanowiskach (sytuacja ta sama) nie ponoszą konsekwencji swoich czynów ? Dlaczego ludzie są zapatrzeni czy może lepiej napisać ogłupieni przedwyborczymi obietnicami, dlaczego Wojciech B. nadal ma tak wysokie poparcie. To właśnie lokalni politycy decydują na co idą lokalne podatki, co powstaje, a co nie. Starachowice na tle miast regionu mają najlepsze możliwości rozwoju, a rozwijają się najwolniej. Dlaczego Starachowiczanie mają jeździć do Ostrowca, Kielc, Radomia na zakupy ? Dlaczego nasze władze nie potrafią przyciągnąć inwestycji, dlaczego realizowane inwestycje nie są takie jak powinny być (Galeria Skałka, Rewitalizacja kąpielisk miejskich, Fontanna na stawie, Basen miejski)? To są dla mnie pytania bez odpowiedzi. Czy chce jako mieszkaniec tego miasta coś zmienić? Tak. Na pytanie „Co?”. Odpowiem, że wystarczy zmienić podejście ludzi, a reszta sama się zmieni . Pozdrawiam

Bartek T. Czapka Bartek T. Czapka pisze:

Witaj, dzięki za komentarz. Co do pierwszej Twojej tezy to jest ona dyskusyjna – polityką lokalną ludzie mimo wszystko się interesują – co prawda w warunkach starachowickich czasami może to przybierać dość patologiczną formę, ale zapewniam, że w Starachowicach mieszka wiele osób, które z powodzeniem mogłyby wnieść dużo dobrego do lokalnych elit rządzących. Co do osób wyjeżdżających – zgoda. Bierze się to zwykle z tego, że w Starachowicach na dobrą sprawę nie ma zbyt wiele perspektyw dla ambitnego młodego człowieka. Rzadko zagląda do nas kultura na wysokim poziomie o nauce nie wspominając. Co do mojego apelu o przedsiębiorczość, to nie chodziło mi o to, żeby wszyscy nagle stali się przedsiębiorcami tylko, żeby Ci, którzy przede wszystkim chcą, nie bali się tego robić. Przywołany przez Ciebie Gates nie byłby tym kim jest, gdyby nie wyznaczył sobie celu, nie trafił z odpowiednim produktem i nie był zdeterminowany by swój cel osiągnąć :)

Mam nadzieję, że to nieostatni głos w sprawie starachowickiej przedsiębiorczości jako narzędzia do bogacenia się na swojej kreatywności :)

b.

Paweł "TuptuS" Kaput Paweł "TuptuS" Kaput pisze:

Bardzo mądrze Pan piszę jednak weźmy pod uwagę iż mało kogo obchodzi polityka lokalna, gdyż jej wpływ na nasze życie jest nie wielki. Prawda też jest taka iż ludzie który chcą coś zrobić, są kreatywni itd. najczęściej wyjeżdżają z miasta albo nawet za granice. Wychodząc z założenia iż skoro np. w Warszawie / Anglii ludziom żyje się lepiej, to czemu i ja nie mogę wieść zamożnego życia?
Prawda też nie jest na tyle prosta, bo w śród nas jest pewnie wielu ludzi szczęśliwych których nie znamy i wcale im nie zależy na zakładaniu firm i finansowaniu niewydolnego Państwa i jego aparatu administracyjnego.
Spójrzmy też na to z innej strony nie każdy chce założyć firmę, bo i po co skoro dostaje dobrą pensje, ma szczęśliwą rodzinkę, a za prę lat ZUS zapewni mu emeryturę i wewnętrzny spokój (śmiech). Zresztą co by się stało gdyby każdy chciał stworzyć firmę? Co z pracownikami skoro każdy byłby pracodawcom? A poza tym kto zna wszelkie przepisy? ustawy? itd. W Polsce zakładając firmę i rejestrując ją jako spółka z.o.o. mamy ogromne koszta. Podatki, koszt księgowości itd. nawet kiedy spółka odnotowuje stratę to i tak Państwo dowali jeszcze więcej w rubryce pasywa (koszta). Oczywiście mamy możliwość otworzenia tylko działalności gospodarczej, jednak co z kredytami? Nikt chyba z nas nie chce, aby komornik wszedł mu na konto. Do tego US który rzadko kiedy posiada pracowników z powołania.
Popatrzmy też na to z innej perspektywy, skoro ludzie tak bardzo „kochają” pracować, to chyba naszym niejakim powołaniem może być tworzenie kolejnych miejsc pracy. Większa liczba chętnych do pracy raczej pomogła by nam, a nie utrudniła. Dlatego działajmy i dajmy ludziom to czego pragną! :)
Jednak jeśli chodzi o pionierów, weźmy pod uwagę iż nie tylko oni odnoszą piękne sukcesy. Billy Gates nie wymyślił jako pierwszy systemu operacyjnego, podobnie Henry Ford nie stworzył pierwszego samochodu. Pionierzy ważni są z punktu widzenia technologi, jednak większość firm to po prostu kontynuacja. Dlatego na prawdę ciężko być pionierem w danej dziedzinie.
Jedno tylko pytanie, co mnie obchodzi co sąsiad Kowalski mówi o mnie, gdy siedzi i sączy kolejnego browara oglądając Ligę Mistrzów. Zastanów się co Ty wolisz! Pić piwko teraz, czy za parę lat mieć cały browar i status zwany wolnością finansową? Ja wybrałem to drugie.

P.S. Za wszelkie rażące błędy ortograficzne / językowe itp. przepraszam, ale jestem dysortografem.