Kompletnie zatraciliśmy tożsamość regionalną!

– Kompletnie zatraciliśmy tożsamość regionalną – z goryczą oświadczył we wtorkowy poranek Michałek (wybitna jednostka starachowickiego pochodzenia, student Zakładów Informatycznych Pewnej Uczelni Łódzkiej, prywatnie mój współlokator) kiedy wrócił do mieszkania przyodziany w szaliki, czapki i transparenty widzewskie.
– Nie filozofuj, tylko zasuwaj do po mleko – przerwał mu Taki Jeden Nasz Koleżka z Turku.
– No, jest tak czy nie jest? – u mnie z kolei Michałek próbował znaleźć poparcie.
– Bluźnisz, chłopcze – odparłem wymijająco.
– Ja bluźnię? – oburzył się Michałek. – Gdzie jakieś młoty, kowadło, gdzie godło, gdzie jakieś tradycje? Wszędzie tylko te łajby,  wieńce i inne pizdryki.
– Synu małpy – przemówiłem łagodnie. – Ile razy tobie trzeba tłumaczyć to samo? Łajby są, bo mieszkamy w Łodzi, wieniec to logo Widzewa, a Widzew to sztama i frendszip ze Starem, nie?!
– To nie zmienia faktu, że nas celowo odcinasz od korzeni – przypyszczył Michałek, który, jak wiadomo, zawsze musi mieć ostatnie słowo.

Przemilczałem ten chamski zarzut, a kwestię tę poddaję pod ocenę Szanownych Czytelników.

Ale do rzeczy.

Super Puchar to jest podobnież wielkie wydarzenie w życiu piłkarskiej klasy A. I nam się również udzieliła ta szczególna aura święta. A tak w kwestii formalnej, to na udeptanej ziemi spotkali się Star Starachowice oraz Sparing Czemp GKS AWF RMF Rudki.

Ja oraz Michałek kibicowaliśmy naszym. Z dwóch przyczyn, a mianowicie na złość temu frędzlowi, Naszemu Koleżce z Turku, który przyszedł do nas przyodziany w gustowny inaczej t-shirt z logiem DISCOPARK RUDKI, oraz naturalnie z pobudek patriotycznych. Nieważne.

Ja zadbałem o szeroki wachlarz futbolowych zakąsek, podczas gdy Michałek odpowiedzialny był za aprowizację w temacie płynów zdrowotnych. Zdecydowanie niezbędnych ze względu na wyjątkowo gorącą atmosferę spotkania.

Nasi przegrali. Ale nie uprzedzajmy faktów. Najbardziej ujęli mnie swoją grą Dudek i Kosztowniak. Oraz poniekąd Kosmala. Chociaż grał we wrogiej formacji, a dzięki swej brawurze został Naszego Koleżki z Turku najnowszym narzeczonym. Narzeczeństwo to Koleżka z Turku dzieli ze słit Christiano. Bo ten z kolei rypnął sromotnego hat-tricka Barcelonie, ku mojej ogólnej rozpaczy.

Michałek odpadł w pierwszej połowie. Chyba coś musiał wychlać przed przybyciem, bo podczas trzeciej puszki dżeka z kolą niespodziewanie zaczął tracić przyczepność oraz jakiekolwiek zainteresowanie meczem. A po rożnym w pięćdziesiątej siódmej już na dobre przeszedł w Wymiar Delta. A wiele stracił, bo chłopcy walczyli do końca jak lwy.

Decydującą banię giekaesy wrypali nam tuż przed końcem. Kowalski podał do Kosmali, któren zrobił ładnego scissors kicka. Podobnież niechcący. Ale jak to niechcący? To już by się nie przyznawał, że to był fuks, skoro dzięki temu dokopali naszym. Nigdy nie zrozumiem tej pięknej gry.

W sumie to prawie wygraliśmy, bo Kosztowniak, który gra testowo wyprowadził na koniec piękny rzut i w ostatniej sekundzie Kasprzyk o mało co go nie chwycił i nie dobił ich. Ale niestety piłka mu się wymsknęła. I zostało cztery do trzech.

I kto tu traci tożsamość?

Komentarze:

Ola pisze:

Cieszę się, że absorbujące opowieści o Michałku pojawiły się również tutaj i trafią do szerszej publiczności. Ich groteskowy i prześmiewczy charakter bawi mnie za każdym razem. Jestem ciekawa czym nas znów zaskoczy „wybitna jednostka starachowickiego pochodzenia” ;)